poniedziałek, 9 czerwca 2014

Szalony tydzień

Na wstępie chciałam was przeprosić za zaniedbywanie bloga, ale już wracam! :D Pełna sił, nowych pomysłów, bo najgorsze już za mną (no została jeszcze jedna rzecz, o której przeczytacie poniżej) . A więc wszystko po kolei:

PONIEDZIAŁEK:
Drugi czerwca był dniem prezentowania projektów edukacyjnych w naszej szkole ( i sportu),  a, że jestem w drugiej klasie to był mój czas. Na szczęście prezentowaliśmy ( w 5 osób) naszą pracę nie przed całą szkołą, tylko przed dwoma klasa jedną pierwszą i jedną trzecią. To było trochę pocieszające ale nerwy towarzyszyły nam do ostatniej chwili i oczywiście nie obeszło się bez drobnych wpadek, ale pani była z nas zadowolona. Moim zdaniem poszło nam całkiem nieźle. Większość wpadek dotyczyła przede wszystkim mnie -,- Chociaż dzięki temu, było trochę śmiechu i publiczność nie umarła z nudów. Być może zastanawiacie się co, tym razem narobiłam? No więc, kiedy jedna z moich koleżanek czytała quiz, do pewnej książki, ja rozdawałam ciasteczka osobą, które dobrze odpowiedzą na pytania. Na szczęście wydarzyło się to pod koniec quizu, bo nie starczyło by ciastek, a więc, gdy podawałam pudełko z ciasteczkami jednej dziewczynie ( robiłam to nad głowami innych zamiast z boku - GŁUPIA), jakiś chłopak z trzeciej klasy podniósł nagle rękę,bo chciał odpowiedzieć na pytanie i BAM. Uderzył prosto w moją rękę, przez co wytrącił mi pudełko i większość ciastek wylądowała na podłodze. Wszyscy wybuchnęli śmiechem i zaczęli krzyczeć: uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu. xD Taka sytuacja. Pozbierałam ciastka z ziemi i za bardzo nie wiedziałam co mam z nimi zrobić, więc wrzuciłam je z powrotem do pudełka :D Po skończeniu prezentacji, poszliśmy na sale gimnastyczną i oglądaliśmy uczniów, którzy pobijali rekordy sportowe naszej szkoły. Potem był wielki grill, na którym nie zostałam, ale za to mój kolega polał nam wszystkim na uczczenie tego dnia, wodą porzeczkową Żywiec Zdrój. Co prawda, większość tej wody była na korytarzu niż w naszych kubkach, ale i tak było fajnie. Szybko wróciliśmy do domu.

WTOREK:
Tak właściwie to był pierwszy dzień nauki, w tamtym tygodniu czyli jak poniedziałek, czyli wszyscy narzekali, a że się to im chce spać, albo, że wszystko ich boli, albo, że nic im się nie chce. Nie powiem sama narzekałam :D Na ostatniej lekcji, czyli fizyce było spoko. Pani wystawiała oceny i to był ten moment, kiedy serce prawie mi stanęło. OKAZAŁO SIĘ, ŻE BRAKUJE MI PÓŁ PUNKTU DO CZWÓRKI!!!!!!!!!!!!!
( na fizyce mamy punktowy system oceniania)  Pół punktu? Takie zjawisko nazywa się MOJE ZAKICHANE SZCZĘŚCIE. No więc razem z panią uzgodniłyśmy, że będę pytana na następny raz z całego poprzedniego działu :) czyli jutro. Zrobiłam, więc sobie krótką przerwę od nauki, żeby napisać ten post. Czy dam radę? Nie mam wyjścia. CHCE CZWÓRKĘ Z FIZY! Ale podobno ma być kartkówka, więc nie wiem czego mam się spodziewać.
Na trzeciego czerwca mieliśmy się nauczyć recytować "Inwokację" do "Pana Tadeusza". Oczywiście nasza klasa uczy się systematycznie, jest najlepsza w całej szkole i recytować umiało może 10 osób na 25. Dostałam z tego szóstkę :D

ŚRODA:
Czwarty czerwca był już prawie całkowicie luźnym dniem, bo nazajutrz mieliśmy jechać na dwudniową wycieczkę. Co prawda z naszej klasy jechało tylko 11 osób, w tym cztery dziewczyny -,- a ogólnie to 30 osób + trzech wychowawców. Było całkiem fajnie, ale jak to ujęła moja przyjaciółka nie obeszło się bez przeszkód. ( miała całkowitą rację) Okolica, do której jechaliśmy była bardzo ładna, mam dużo fajnych zdjęć i postanowiła, że zrobię osobną notkę o wycieczce, bo naprawdę jest o czym pisać, a mnie goni czas. Zależy mi na na tym, aby opowiedzieć wam trochę o tym co zobaczyłam i zwiedziłam.
Do następnego!

1 komentarz:

  1. To widzę, że 3 dni były udane heh :D
    3maj się cieplutko ^^

    Jeżeli ci się spodoba zaobserwuj.
    http://moda-ma-zasady.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń