W piątek trzecie klasy (czyli my), jechały na wycieczkę do Oświęcimia. Zwiedzaliśmy obóz koncentracyjny. Nie powiem, wycieczka nie należała do najprzyjemniejszych, ale była bardzo ciekawa i pouczająca, zwłaszcza, że mieliśmy fantastyczną Panią przewodnik, która idealnie wprowadziła nas w klimat i poszerzyła naszą wiedzę na ten temat. Niestety pogoda Nam nie dopisała. Było mglisto i padał deszcz. Wróciliśmy wieczorem, koło godziny osiemnastej.
W sobotę oczywiście odsypiałam cały tydzień, a późnym południem na imprezę - dokładniej, na imieniny Babci. Nawiasem mówiąc, zjazd rodzinny i bardzo dużo jedzenia. Ogólnie to lubię takie spotkania, pomimo, że nie było żadnych moich kuzynek to fajnie się słucha dyskusji dorosłych. Rozmowy toczyły się oczywiście o wszystkim. Od wakacji przez politykę i komunę po "w barszczu jest za dużo octu'' oraz "będziemy pracować do 67", oczywiście wszytko jest przeplatanie śmiechem, podważaniem zdania, wyrażaniem swojej racji itp. Ogólnie to... ciekawie jest.
No i niedziela..... hmm... właściwie to nie lubię niedziel. Szybko się zaczynają i szybko kończą. W niedzielę, nic mi się nie chce, i nie robię nic. Mam tu na myśli nic nie robienie w kierunku szkolnym. Co za tym idzie w poniedziałek, zawsze jestem zdezorganizowana itd. W tą niedzielę, było wyjątkowo wietrznie i wystarczyło tylko parę godzin, aby drzewa już całkowicie zostały "łyse". A jeszcze pamiętam tydzień temu, w niedzielę, pogoda była cudowna, aż szkoda było jej nie wykorzystać i nie iść na spacer. I właśnie tak zrobiłam:




Zdjęcia mam o wiele, wiele więcej, ale nie będę ich wszystkich wypychała do jednego posta. Następne zobaczycie prawdopodobnie w kolejnym poście.
Do następnego!
