Ogólnie to bardzo lubię zimę, święta Bożego Narodzenia, Kevina samego w domu i tak dalej, ale w tym roku kompletnie nie czuje tego klimatu. Dlaczego? Bo śnieg zapomniał, że ma spaść -,- Święta bez śniegu to tak jakby Mikołajki bez Mikołaja, mówiąc jednym słowem - są do bani. Liczę jeszcze na świąteczny cud, no w końcu do Wigilii jeszcze trzy dni...
Postanowiłam, że wreszcie wezmę się za tego bloga, to będzie takie moje "postanowienie noworoczne", heh ciekawe ile potrwa? Często mam ochotę coś napisać ale nie zawsze mi się chcę. Taki jest właśnie mój problem życiowy ;__;
W piątek, w naszej szkole (jak i pewnie w wielu) odbywały się Wigilijki klasowe. To była ostatnia Wigilia z moją klasą... i stwierdziłam, że jednak kilku osób nie będę dobrze wspominać z gimnazjum, a mówiąc kilku mam na myśli dwóch chłopaków. Jeśli chodzi o dogadywanie się chłopcy z dziewczynami nie jesteśmy w tym za dobrzy, ale jeśli trzeba to wszyscy staniemy po jednej stronie. No cóż miły klimacik wigilijny zawsze musi być przez kogoś zepsuty... taka już nasza tradycja i oczywiście nie wszystko poszło po naszej myśli.
Mieliśmy mieć trzy pierwsze lekcje, a mianowicie: chemie, matematykę i język angielski. Nie spodziewałam się, że będą normalne lekcje, więc wzięłam tylko zeszyt do chemii i matmy, bo na angielskim i tak mieliśmy nic nie robić. Ale czy ktoś popuści? No czy ktoś popuści, zwłaszcza w trzeciej klasie.... Na chemii mieliśmy normalną lekcję o metanolu i etanolu i tylko nieliczni mieli podręczniki, które na tą lekcję były akurat bardzo potrzebne. Dobrze, że przynajmniej Pani ciekawie opowiada, ale robienie notatek nie należy do jej mocnych stron. Na matmie rozwiązywaliśmy krzyżówkę......matematyczną oczywiście. Potem okazało się, że w sali od angielskiego mają już gotową wigilijkę i Pani zaproponowała, żebyśmy i my poszli do swojej sali i zaczęli przygotowania. Ucieszeni, popędziliśmy do naszej sali z myślą, że będziemy mieć wcześniej wigilijkę i wcześniej pójdziemy do domu.....
PRZYGOTOWANIA LEKCJA TRZECIA:
Pól lekcji mieliśmy godzinę wychowawczą. Następnie po ułożeniu już odpowiednio stołów i krzeseł połowa klasy zaczęła protestować,że jest za mało miejsc. Po dołożeniu jeszcze dwóch dodatkowych ławek, chłopcy stwierdzili, że ich rola na tym się kończy i wszyscy zasiedli przy stole.
Dziewczyny rozkładały w tym czasie jedzenie, kubki, talerzyki itp. i oczywiście.... zabrakło talerzyków, -.-
Gdy już stół był w pełni zastawiony, wszyscy usiedliśmy z nadzieją, że zaczniemy Wigilię. Pani nie mogła znieść widoku, że jesteśmy już gotowi i czekamy tylko na nią więc zaczęła: "Mamy jakieś kolędy?" "Zaproście jakiegoś nauczyciela do nas", "Poszukajcie kolęd na internecie o ile jest wi-fi" "Ale wiecie, że Wigilijki są dopiero na czwartej lekcji?" "Potem jest obiad, a później apel świąteczny"
LEKCJA CZWARTA - WIGILIJKA:
Kolędy grają w tle, ksiądz został do nas zaproszony, opłatki przygotowane, prezenty pod choinką. "Proszę Pani możemy już zaczynać?" I może byśmy zaczęli, gdyby nie to, że kilka osób gdzieś wcięło i bez nich nie zaczniemy. Niektórzy nie mogli już wytrzymać i musieli spróbować połowy ciastek... Gdy już wszyscy raczyli się zjawić, zaczęło się dzielenie opłatkiem. Zrobiła się bardzo miła atmosfera, aż nasza wychowawczyni się popłakała. Potem rozdaliśmy sobie prezenty i na samo jedzenie zostało...... 15 minut. Dopiero co zaczęliśmy jeść, a już trzeba było sprzątać. Szkoda, że to tak szybko zleciało, bo była całkiem przyjemnie.
LEKCJA PIĄTA - APEL:
Na apelu świątecznym odbyło się przedstawienie,potem było przemówienie Samorządu oraz Pana Dyrektora i ich życzenia . I ku mojemu zdziwieniu to był koniec. Byliśmy już wolni i to był ostatni dzień szkoły w 2014 roku.
Do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz